top of page
  • Facebook
  • Instagram
Szukaj

Zejście do podziemi. O luksusie w czasie apokalipsy i prawdziwym celu tego bloga

Sebastian Szawcow
3 godziny temu
3 minut(y) czytania

Są historie, na które nie ma miejsca w piętnastosekundowych rolkach i szybkich instagramowych relacjach. Mroczne zakamarki zrujnowanej Warszawy, dylematy bez dobrego wyjścia i brutalna anatomia przetrwania wymagają innej przestrzeni. Własnej. Z dala od kaprysów algorytmów i narzuconych formatów.

Dlatego właśnie powstała ta strona i ten blog. To moja niezależna kwatera główna, do której zapraszam każdego, kto ma odwagę spojrzeć pod powojenny tynk i zburzyć kilka spiżowych pomników.


Dlaczego piszę i dlaczego zło ubieram w garnitur?

Często słyszę pytanie o moje pobudki. Dlaczego ktoś, kto na co dzień ceni klasyczną męską elegancję, sznyt dwurzędowych marynarek, zapach dobrej whisky i miarowy chłód starych zegarków na nadgarstku, z taką obsesją nurkuje w rynsztoku, pyle i krwi listopada 1944 roku?

Odpowiedź tkwi w buncie przeciwko lukrowaniu przeszłości. Mam dość ugrzecznionej historii, w której wszyscy są nieskazitelnymi bohaterami na barykadach. Prawda o tamtych dniach leży w szarościach. Interesuje mnie człowiek postawiony pod ścianą, w momencie, gdy gasną światła cywilizacji, a przedwojenny kodeks honorowy staje się bezużytecznym balastem. Największe potwory w historii rzadko wyglądały jak bestie. Często miały nienaganne maniery, nosiły idealnie skrojone płaszcze i uśmiechały się, dobijając targów, w których walutą było ludzkie życie.

W zrównanej z ziemią stolicy prawdziwy luksus nie polegał na posiadaniu złota. Luksusem był brak skrupułów. W „Protokole upadku” – i we wszystkim, co tworzę – zderzam tę elegancję z największym brudem, pokazując, że zaufanie było wówczas najdroższym i najbardziej śmiercionośnym towarem. Piszę, by zmusić do refleksji nad tym, do czego jesteśmy zdolni, gdy stawką jest kolejny dzień życia.


Anatomia upadku, czyli co dokładnie tu znajdziecie?

Traktujcie to miejsce jako rozszerzenie uniwersum moich powieści oraz bezpośredni, surowy wgląd w mój warsztat. Będę tu publikował dwa główne rodzaje materiałów:

1. Surowy materiał historyczny (Research od kuchni) Historia, o której piszę, wydarzyła się naprawdę, dlatego zamierzam dzielić się z Wami dowodami. Znajdziecie tu autentyczne, nieocenzurowane fragmenty pamiętników ocalałych, które stanowią fundament moich powieści. Będę publikował archiwalne zdjęcia, pożółkłe dokumenty, raporty podziemnych sądów i mapy. Zobaczycie, jak wyglądał cennik na czarnym rynku, ile kosztowała lewa kenkarta, i jak z tych często zapomnianych, suchych faktów wyciągam najciemniejsze sekrety, by ulepić z nich sensacyjną intrygę. Pokażę Wam Warszawę, o której milczą szkolne podręczniki.



2. Ekskluzywne formy literackie Na blogu regularnie będą pojawiać się krótkie opowiadania, sceny i spin-offy, które nie zmieściły się na kartach książek. Oddam głos postaciom drugoplanowym. Zejdziemy do ciemnych piwnic, w których za słoik smalcu sprzedawano dawnych znajomych, i spojrzymy na miasto oczami cynicznych graczy, potrafiących na tej tragedii zarobić. To będą historie zarezerwowane wyłącznie dla czytelników tego bloga.

Na start zostawiam Was z krótkim, niepublikowanym fragmentem, który dobrze oddaje klimat tego, z czym będziecie tu obcować:


Grudzień, 1944.

W piwnicy przy Bielańskiej powietrze było gęste od wapiennego pyłu i słodkawego odoru rozkładu, którego nie potrafił zagłuszyć nawet dym z tanich machorek. Mężczyzna w zniszczonym, choć wciąż doskonale skrojonym wełnianym płaszczu z dbałością omiótł kciukiem pęknięte szkiełko swojego mechanicznego zegarka. Miarowe, ciche cykanie trybików było jedynym uporządkowanym dźwiękiem w tym martwym mieście.

– Powiedziałeś, że to pewny interes – rzucił w mrok, w kierunku żarzącego się punktu papierosa. Jego głos był równie chłodny, co powietrze ciągnące od zrujnowanych schodów.

Z cienia wyłoniła się twarz, którą wojna pozbawiła wieku i złudzeń. Przemytnik splunął rdzawą śliną na zgruzowaną posadzkę, po czym rzucił pod nogi eleganta zawiniątko z brudnego brezentu. Głuche, lepkie uderzenie o beton poniosło się echem po piwnicy. Materiał przesiąknięty był czymś ciemnym i wciąż mokrym.

– W tym mieście nie ma pewnych interesów, hrabio. Są tylko trupy, które jeszcze oddychają – wycharczał, ocierając usta wierzchem dłoni, na której brakowało dwóch palców. – Towar jest w skrzyni. Ale żeby go stamtąd wyjąć i przynieść tutaj, musiałem poderżnąć gardło chłopakowi, który zaledwie wczoraj oddałby za mnie życie na barykadzie. Patrzył mi w oczy, kiedy krew zalewała mu płuca.

Hrabia powoli podniósł wzrok. Na jego twarzy nie drgnął żaden mięsień, nie wyrażała ani odrazy, ani współczucia. Z idealnym opanowaniem wsunął dłoń do wewnętrznej kieszeni płaszcza, wyciągając plik niemieckich marek i złotą papierośnicę.

– Sentymenty to luksus dla tych, którzy planują umrzeć przed wtorkiem, mój drogi – odpowiedział cicho, wyciągając papierosa. – Przedwojenne tytuły straciły tu ważność w dniu, w którym spadła pierwsza bomba. Braterstwo broni zresztą też. Liczy się tylko to, co masz w ręku.

Czubkiem skórzanego buta odchylił brezentowe zawiniątko. Ze środka, obok zakrwawionego wojskowego orzełka, wyzierał matowy błysk metalu.

– Przelicz. A potem zapomnij, że kiedykolwiek miałeś kolegę.



Rozgośćcie się. Nalejcie sobie czegoś mocniejszego. Jeśli nie chcecie przegapić kolejnych wpisów z archiwów, nowych opowiadań i tajnych informacji o nadchodzących książkach, zostawcie swój adres e-mail w formularzu newslettera na dole strony.

Zaczynamy grę na własnych zasadach.


 
 
 

Komentarze


Zapisz się na newsletter ze świata twórczości Sebastiana Szawcow

​Site by Sebastian Szawcow - autor

bottom of page